Od wielu lat (nikt dobrze nie pamięta od kiedy) jest z nami Pan Papug. Ma na imię
Spinel. Mieszka w klatce ustawionej w kuchni. Wypuszczany jest raczej nieczęsto.
Kiedyś Pan Spinel częściej fruwał po mieszkaniu.
Latem klatka wystawiana jest na ganek aby mógł przekomarzać się z dzikimi
ptakami, na które głośno wrzeszczy.
Gdy pracowałem w drewutni, a psy biegały luzem co jakiś czas zaglądałem
czy aby nie psocą czegoś. Mignęło mi, że Ada ma w pysku coś szarego.
Pomyślałem, że ściągnęła jakąś szmatę. Na wszelki wypadek kazałem to coś
zostawić.
Szybko do niej podszedłem i zobaczyłem leżącego bez ruchu Pana Spinela.
Cały wymemlany i zaśliniony. Kiedy wziąłem go w dłonie poczułem
walące ze strachu serce. Ptak żył. Zaniosłem go do klatki. Leżał na dnie
klatki bez ruchu. Po dwóch godzinach chuchania i dmuchania zaczął się
ruszać i pić wodę.
O dziwo nie licząc posklejanych piór wyszedł z tego bez większego uszczerbku.
Zgubił kilka piór.
Jak wydostał się z zamkniętej klatki możemy się tylko domyślać. Posądzamy o to
Adę. Mogła unieść odsuwane drzwiczki nosem przy usiłowaniu dokładnego
obwąchania.
Spinel nie okazuje żalu ani pretensji o to i uważa Adę za swoją przyjaciółkę.
Pogwizduje na nią. Gdy w jakiś sobie tylko wiadomy sposób dowiaduje się,
że Ada chce wejść do domu. Zaczyna gwizdać w taki sposób jak robimy
to my gdy przywołujemy piesę.
Skąd papuga wie, że pies będzie chciał wejść do domu ?
Tego nikt nie wie.
Na fotografii mój piąty pies, Atos, który też żył w przyjaźni ze Spinelem.
